|
Blog > Komentarze do wpisu
a w trybunaliku konstytucyjniutkim...
Wlaśnie mnie poinformowano, że moja chęć podejmowania samodzielnych decyzji jest niekonieczna, żeby nie rzec naganna. Trybunal otóż Najwyższy i Konstytucyjny, stwierdzil, że nie narusza mojej godności nakaz zapinania pasów bezpieczeństwa . Uargumentowal to tym, że jestem bezpieczna bardziej, niż jakbym nie zapinala, poza tym spoleczeństwo biednieje, jak ja nie zapnę, walnę w drzewo, polecę daleko i zlamię kręgoslup. I fajnie. Uważam, że nasz szanowny Ustawodawca powinien zadbać o inne aspekty mojego bezpieczeństwa. Propozycje: Nakaz nieposiadania wanny, w której można się utopić - w zasadzie nakaz niekąpieli w wannie, a co. Nakaz niegotowania w domu - można podpalić mieszkanie albo się otruć obiadem. Nakaz niechodzenia w szpilkach powyżej 8 cm, można się potknąć, walnąć glową w krawężnik - i wiadomo. Nakaz posiadania jednego męża i nieposiadania kochanka, bo w ramach zazdrości któryś może ubić któregoś a co gorsza i żonę/kochankę. Itd. Nawiasowo wspomnę, że nie żadne spoleczeństwo placi za moje leczenie konieczne w wyniku nieużywania pasów i używania szpilek, a sama za nie placę, wrzucając kupę forsy w zusowskie [excuzez le mot] *bloto. A jeżeli ktoś się upiera przy tej fajnej tezie, to chętnie wystąpię o możliwość samodzielnego placenia za wlasne leczenie w zamian za odnakazowienie placenia haraczu tej- wymienionej uprzednio- tzw. instytucji. Nie wiem, czy dobrze zrobilam podając pomysly tym państwu z Wiejskiej :] *dot. zusu, a nie blota, rzecz jasna :) PS. a pasów i tak nie zapinam, jak nie chcę. W razie kontroli udaję, że jestem w ciąży. Czyż to nie jawna dyskryminacja facetów? piątek, 10 lipca 2009, spanish_inquisition
|
|
Bardzo wygodne są takie sposoby 'przymusowego' dbania o 'bezpieczeństwo' nasze. Łatwo sprawdzalne, a jak ktoś przypadkiem swojego cennego życia nie chce chronić, to można go ukarać, a co!
Nic tylko opracować jakieś super ochraniacze, a potem przeprowadzić badania, z których wynikałoby, że bezpieczniej jest w nich chodzić po ulicach. (Będąc oczywiście zupełnie przypadkowo właścicielem fabryki owych ochraniaczy) ;)